Wakacje. Czas wypoczynku
i letnich wojaży. Podróży rowerem, autobusem, pociągiem,
samolotem, statkiem. W Indiach dodałabym jeszcze rikszę rowerową i
motorową, a nawet ludzką, ale z tej nigdy nie chciałabym
skorzystać. Zresztą występują one już tylko w Kalkucie i całe
szczęście jest ich coraz mniej. Ulice Delhi często przemierzałam
także na motorze, zdarzyło mi się nawet podróżować autokarem
sypialnym de luxe z wybrzeży Goa do Bombaju. Znajdowały się w nim
sypialne, dosyć wygodne i obszerne, boksy z leżankami, w których
można było smacznie przespać całonocną podróż. Jednak nic nie
przebije moich ukochanych indyjskich pociągów, których sieć
kolejowa jest jedną z największych i najgęstszych na świecie. Co
dziwne, mimo takiej liczebności i poplątanych trakcji, pociągi
rzadko się spóźniają!
TRANSLATOR
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Poleszak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Poleszak. Pokaż wszystkie posty
Z cyklu: Stypendium w Indiach cz. 5 / Opowiada Katarzyna Poleszak
Nawoływania
"sabzija, sabzija"1,
"gadźar, tamatar, pjaz"2,
wykrzykiwane po wielokroć przez wędrownych sprzedawców warzyw, budziły nas
prawie codziennie. Zazwyczaj wyskakiwałyśmy wtedy z naszych łóżek z zamiarem
zrugania handlarza obserwując jednocześnie, jak z domów naprzeciwko, z
pierwszych, drugich i trzecich pięter, panie domu spuszczają na sznurkach
kolorowe wiaderka z obliczoną kwotą, by następnie wciągać je mozolnie,
wypełnione już po brzegi zakupionym towarem. Asia, rozbudzona, już się nie
kładła, ale szybciutko ubierała i zwijała karimatę, aby zdążyć na sesję
osiedlowej jogi. Garstka mieszkańców dzielnicy zbierała się codziennie w
pobliskim ogrodzie by wspólnie powitać dzień porannymi ćwiczeniami. Ja, zaspana
i leniwa, wolałam wrócić do łóżka, ale nie na długo. Zasnąć nie pozwalało
łomotanie do drzwi pani zabierającej od nas śmieci. Na nic zdały się prośby,
aby robiła to ciszej. Śmieci nie mogłyśmy też wystawić za drzwiami dzień
wcześniej, bo w nocy mogłyby się stać łupem dla głodnych szczurów lub małp.
Zrezygnowana i zła, że znowu nie udało mi się dłużej pospać, szłam się wykąpać.
Zimny orzeźwiający prysznic zawsze nastrajał optymistycznie. Jeszcze tylko
kubek gorącej kawy, zawsze rozpuszczalnej, bo mieloną trudniej było w Delhi
zdobyć, i mogłam zacząć dzień. Jeżeli akurat miałam poranne zajęcia z tańca
odissi, które odbywały się w Triveni Kala Sangam, szkole usytuowanej w samym
centrum miasta, musiałam na nie dojechać autobusem. Z przesiadką. Na przystanek
szłam około 10 minut mijając po drodze dostawców mleka, nie rozbudzonych do
końca zamiataczy ulic, ludzi spieszących się do pracy, studentów oraz dzieci w
kolorowych mundurkach udające się do szkoły na rowerowych rikszach.
Z cyklu: Stypendium w Indiach cz.4 / Opowiada Katarzyna Poleszak
Poszukiwania mieszkania nie
zajęły mi i moim polskim koleżankom dużo czasu, ale żeby je znaleźć musiałyśmy
wyprowadzić się z położonego na południu Delhi Youth Hostelu. Na osiedla
ulokowane w pobliżu uniwersytetu miałyśmy bliżej z Majnu ka Tila, tybetańskiej
kolonii położonej w północnym Delhi. Jest to nad wyraz urokliwe miejsce, pełne
malutkich zadbanych hotelików i restauracji serwujących przepyszne tybetańskie
dania. Zadbane i dosyć czyste, pełne odświętnej atmosfery, tworzy zupełnie inny
świat, swoistą enklawę spokoju z dala od zgiełku kilkunastomilionowego miasta.
budgettraveller.org.jpg
Z cyklu: Stypendium w Indiach cz.3 / Opowiada Katarzyna Poleszak
Właśnie skończyły się Światowe
Targi Książki w New Delhi (nie mniej popularne są coroczne targi Delhi Book
Fair odbywające się w sierpniu). To wywołuje lawinę wspomnień. Dużo bym dała,
aby znaleźć się na rozległych placach Pragati Maidan, na których odbywają się
targi. Niezliczone hale wystawiennicze, setki, jeśli nie tysiące, stoisk
wydawnictw indyjskich i zagranicznych, zielone trawniki pokryte piknikowymi
kocami w kratkę, rodziny z dziećmi, dla których targi są nie tylko okazją do
kupienia książek, ale i spotkań towarzyskich przy popołudniowym lunchu.
Pamiętam, jak z wypiekami na twarzy przemierzałam alejki pachnące świeżym
drukiem, bojąc się, że nie zdążę obejrzeć wszystkiego, że czegoś nie kupię, że
przegapię ważne spotkanie autorskie. Targi na szczęście trwają kilka dni, więc
po zakończeniu zajęć, szybko wsiadałam z koleżanką do autobusu, który zapchany
do granic możliwości, pustoszał dopiero na ostatnim przystanku. Przyjeżdżałam
drugiego i trzeciego dnia, by w czwartym już tylko delektować się wycieczką
wśród książek. Gdy byłam już zmęczona lub głodna, udawałam się na krótką
przerwę do jednej ze znajdujących się na terenie Pragati Maidan kafejek lub
restauracji. Zawsze wracałam z naręczem papierowych toreb i foliowych siatek,
co doprowadziło do tego, że pod koniec drugiego stypendium, kiedy już na stałe
wracałam do Polski, musiałam wysłać do kraju kilkadziesiąt paczek z książkami o
wadze przeszło 120 kilo.
Z cyklu: Stypendium w Indiach cz.2 / Opowiada Katarzyna Poleszak
Univeristy
of Delhi często nazywane jest DU (czyt. di ju). Jest to jeden z najważniejszych
uniwersytetów w Indiach, znany z wysokiego poziomu nauczania, od lat najlepszy
w corocznych rankingach. Założony w 1922 roku, oprócz studiów licencjackich,
magisterskich czy podyplomowych, oferuje też przeróżnego rodzaju kursy dla
obywateli Indii, jak i dla obcokrajowców. Ma dwa kampusy. W północnej części
Delhi znajduje się Kampus Główny (Main Campus), w południowej Kampus Południowy
(South Campus). Jego filie rozsiane są po całym kraju. Mój kurs odbywał się na
Kampusie Głównym, tam też znajdują się najważniejsze siedziby uniwersytetu,
najstarsze college'e, akademiki. Położony w przepięknej parkowej scenerii,
rozciąga się na ogromnej przestrzeni i jest domem nie tylko dla studentów, lecz
spragnionych zieleni małp, wiewiórek i papużek.
Arts Faculty, już po remoncie, źródło Wikipedia
Z cyklu: Stypendium w Indiach / Opowiada Katarzyna Poleszak
Indie
to mit – zbiorowa fikcja, w której wszystko było możliwe, bajka, z którą
rywalizować mogły jedynie dwie inne potężne fantasmagorie: pieniądze i Bóg.
Dzieci
Północy, Salman Rushdie
Nie ma
lepszego cytatu, a może i książki, która opisuje Indie tak dobitnie i
prawdziwie. To kraj, który odcisnął piętno na mojej duszy i moim ciele, już na
zawsze pozostając moją drugą ojczyzną, za którą tęsknię niemal każdego dnia.
Trudny czytelnik?
Trudny
czytelnik. Na ten temat napisano już wiele, wystarczy wpisać frazę w
wyszukiwarce google, i już rozwija nam się z szybkością jednego kliknięcia,
kilkadziesiąt stron mniej lub bliżej powiązanych z tym zagadnieniem. Nie
czytam. Nie chcę niczym się sugerować. Chcę sama, z własnego ponad półrocznego
doświadczenia, stworzyć obraz czytelnika uprzykrzającego nam, tę wszak ciekawą
pracę ze społeczną i edukacyjną misją. Jak to zrobić? Pytanie to spędza mi sen
z powiek, ale może zacznę od początku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





